I Międzynarodowa w Lublinie 11-12-2016

Ta wystawa była pierwszą Międzynarodówką organizowaną w Lublinie. Nie znaczy to, że pierwszą organizowaną tam w ogóle, bo wcześniej w tym samym miejscu odbywały się Krajówki. Wystawa dla mnie wyjątkowa mimo wszystko ze względu na debiut Zuzy i na spotkanie z przyjaciółką, z którą bardzo rzadko się widuję, choć rozmawiamy często. Ale ekran laptopa i klawiatura nie zastąpią rozmowy wprost.


Megi wiadomo – kilka wystaw za nami więc ona ma już wprawę, choć dla mnie nigdy nie jest idealnie. Pewnie mojej winy w tym jest trochę, bo z prezentacją jej u mnie jeszcze trochę krucho.


 

Wielkie dzięki należą się też mojej córce, która tym razem mocno zainteresowała się pomocą i tematem. To chyba była pierwsza jej wystawa bez patrzenia w telefon. Cały niemal czas poświęciła na robienie zdjęć i ustawianie Zuzy na boku oraz ćwiczenia z wystawiania Migotki. Istnieje więc szansa, że złapała bakcyla i może kiedyś razem będziemy wystawiać na wystawach. Marzy mi się. W każdym razie – Maju, moje gratulacje i wielkie dziękuję.


Jednak Zuza zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Jest strasznie impulsywna i uczuciowo wylewna w stosunku do wszystkich. Zaraz po wejściu na wystawę opierdzielała wszystkie psy jakie chodziły wokół niej, a było ich wiele. Po chwili dotarło do niej, że straszenie wszystkiego co się porusza na czterech łapach nie ma sensu bo grozi zdarciem gardła więc zaprzestała. Nie oszczędzała tylko wielkich osobników typu charty afgańskie czy dogi niemieckie. Za to w ringu była mega skupiona na mnie i na smaczkach jakie trzymałam w dłoni. Stała jak słup i czekała grzecznie zerkając ukradkiem w moje oczy czy to już, czy nadal ma stać jak posąg. Wytrwała ładnie do końca i w sumie uzyskała ocenę doskonałą, choć w pierwszej czwórce z ośmiu suczek jakie stawały z nią w klasie juniorów się nie znalazła.

Wystawa była pierwszą moją, na której nie dostałam ani opisu oceny psa, ani lokaty, którą ewentualnie zajęłaby Zuza. Wiem, w regulaminie jest odpowiedni przepis na to. W razie wątpliwości można też dopytać sędziego i on ma obowiązek udzielić odpowiedzi jednak nie sposób czasem dyskutować kiedy tyle psów do oceny i człowiek jak zwykle skupia się na swoim występie. Szkoda. Jednak z oceny Zuzy jestem bardzo zadowolona, a z niej samej dumna.


Migotka stawała w klasie championów z inną suczką. Na szczęście tutaj nie trzeba było wiele myśleć jakie miejsce zajęła, bo było ich tylko dwie. Ocena jak zwykle doskonała, ale lokata druga. Ciężko jest mieć jednak jakikolwiek żal kiedy czuję, że sama nie dałam z siebie wszystkiego.

Jednak tym razem spotkałam się też z moją mentorką i właścicielką hodowli, z której pochodzi Megi więc korzystając z jej rad będę nadal pracować nad wystawianiem Migotki.

Musze przyznać, ona jest już weteranem wystawowym. Gdy przejęła ode mnie Migotkę na wyjście do porównania o tytuł Res. CACIB Megi jakby nabrała wiatru w żagle. Stała pięknie, głowa o góry, ciało pięknie ułożone, uszy postawione, ciekawość w oczach. To widać tylko kiedy stoi się z boku.

Chyba jednak najbardziej poza wybiegiem oczywiście cieszą mnie spotkania i pogawędki z “ludźmi z rasy”. Kolejny raz udało mi się poznać bardzo pozytywną Panią pewnej hodowli bostonów. Jak mnie się dusza raduje na takie spotkania z normalnymi ludźmi, dla których przegrana jest taką samą lekcją jak i wygrana. Bardzo to cieszy. Zwłaszcza, że ja jestem na początku swojej hodowlanej drogi, a Pani Jola już ma wielką bazę doświadczenia i warto, naprawdę warto czerpać od takich jak ona. Pozdrawiam ją bardzo jeśli to czyta.


Na ten rok jednak koniec wystaw. Zaczniemy od nowa po nowym roku. Mam nadzieję z nową energią i z większym zaangażowaniem. Będę więcej ćwiczyć. Chcę i muszę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *